Zacznę od czegoś, co dealer powie Ci niechętnie: kupno jachtu rzadko bywa złą decyzją z powodu samej łodzi. Bywa złą decyzją z powodu tego, czego kupujący nie sprawdził, nie policzył albo nie chciał usłyszeć. Łódź zwykle jest w porządku. To wokół niej leżą pułapki — w kosztach, w dokumentach, w emocjach. Przejdźmy przez pięć, które widuję najczęściej.

Błąd 1: Liczysz cenę zakupu, a nie koszt posiadania

To najdroższy błąd ze wszystkich. Ludzie negocjują twardo o ostatnie sto tysięcy przy cenie, a zupełnie nie patrzą na to, co łódź będzie zjadać co roku. A zjada sporo. Realny OPEX — czyli wszystkie koszty utrzymania razem: załoga, marina, ubezpieczenie, serwis, paliwo, zimowanie — to zwykle dziesięć do piętnastu procent wartości jachtu rocznie. Przy jednostce za pięć milionów euro mówimy więc o pół miliona do siedmiuset tysięcy euro każdego roku, niezależnie od tego, ile dni naprawdę na niej spędzisz.

Klient, który tego nie policzył przed zakupem, odkrywa to w pierwszym sezonie — i wtedy zaczyna się żal. Z mojego doświadczenia: jeśli kwota rocznego utrzymania Cię zaskakuje, to znaczy, że kupiłeś o klasę za dużą łódź. Lepszy jacht to nie największy jacht — to ten, którego utrzymanie nie boli.

Błąd 2: Traktujesz banderę jak formalność

Bandera, czyli kraj rejestracji jachtu, to nie naklejka na rufie — to decyzja podatkowa i prawna na lata. Maltańska, cypryjska, Wyspy Marshalla, polska — każda ma inne konsekwencje przy VAT, przy czarterze komercyjnym, przy tym, kto i jak może łodzią pływać. Wybór bandery „bo tak miał poprzedni właściciel" potrafi później zamknąć Ci drzwi, których nawet nie wiedziałeś, że chcesz mieć otwarte.

Tu akurat zwykle wchodzę ja razem z prawnikiem morskim — bo to jest dokładnie ten rodzaj decyzji, której nie da się cofnąć jednym telefonem. Zła bandera to nie katastrofa, ale jej zmiana potem kosztuje czas, pieniądze i nerwy.

Błąd 3: Wierzysz, że dealer jest po Twojej stronie

Sprzedający bywa miły. Często bardzo miły — bo miły sprzedający lepiej sprzedaje. Ale zapamiętaj prostą rzecz: człowiek, który zarabia na tym, że kupisz właśnie tę łódź, nie jest Twoim doradcą. Jest drugą stroną transakcji. To nie znaczy, że kłamie. To znaczy, że jego interes i Twój nie są te same.

Dlatego warto mieć kogoś, kogo wynagrodzenie nie zależy od tego, którą konkretnie jednostkę wybierzesz. Niezależny broker może Ci powiedzieć „ta jest przepłacona, odpuść" — i właśnie za to zdanie się płaci. Reszta to przyjemna część.

Najtańszy survey w historii to ten, który wykrył usterkę za 280 tysięcy — i kosztował dwa tysiące.

— Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco

Błąd 4: Oszczędzasz na surveyu

Survey pre-purchase, czyli dokładna inspekcja jachtu przez niezależnego rzeczoznawcę przed zakupem, to najlepiej wydane dwa–pięć tysięcy euro w całej transakcji. Często łączy się go z haul-outem — wyciągnięciem łodzi z wody dźwigiem, żeby obejrzeć kadłub, pędniki i to, co pod linią wody zwykle ukryte. Ludzie próbują na tym oszczędzić, bo „łódź wygląda idealnie". No właśnie — wygląda. Świeży żelkot potrafi przykryć rzeczy, które kosztują setki tysięcy.

Nigdy nie kupuj poważnej jednostki bez surveya, którego ufasz. Jeśli sprzedający nagle robi się niechętny, gdy proponujesz inspekcję — to nie jest zbieg okoliczności. To informacja.

Błąd 5: Kupujesz emocjami, podpisujesz tego samego dnia

Najpiękniejsza łódź na pokazie, zachód słońca, sprzedający mówi „mam jeszcze jednego zainteresowanego". Klasyka. I działa, bo na takie jednostki łatwo się zakochać. Ale presja czasu w transakcji za miliony euro prawie zawsze gra przeciwko kupującemu. Widziałem klienta o włos od podpisu tego samego dnia; usiedliśmy, przeszliśmy przez liczby na spokojnie — odpuścił. Trzy miesiące później ta sama łódź była tańsza o ponad milion, a on kupił lepszą za rozsądniejsze pieniądze.

Dobra jednostka, którą warto mieć, wytrzyma dwa dni na zastanowienie. Jeśli nie wytrzymuje — to nie był dobry deal, tylko dobra sprzedaż.

Zanim podpiszesz — szybka lista do ręki

Na koniec — gdzie tu jest miejsce na brokera

Tę mapę właśnie dostałeś za darmo i naprawdę można dzięki niej uniknąć najgorszych pułapek. Ale powiem Ci uczciwie, gdzie kończy się wiedza z artykułu, a zaczyna praca: przy konkretnej jednostce to ja oceniam, czy serwis był robiony rzetelnie, czy cena jest realna na tle rynku i jak poprowadzić negocjację, gdy po drugiej stronie siedzi zawodowiec. Tego nie wyniesiesz z żadnego tekstu — to się robi razem, przy konkretnej łodzi.

Aktualne jednostki znajdziesz na wyachts.shop. Jeśli chcesz wejść głębiej w to, co dokładnie sprawdzić, mam o tym osobny tekst: due diligence przy zakupie jachtu.

Chcesz uniknąć tych pięciu błędów?

Podeślij mi jednostkę, którą rozważasz — powiem Ci szczerze, czy cena jest realna i co bym sprawdził w pierwszej kolejności. Bez zobowiązań.

Skontaktuj się