Zacznę od obrazka, bo same liczby niewiele mówią. Wyobraź sobie molo w Monako pod koniec września. Stoją tam burta w burtę jachty, które rok temu były jeszcze rysunkiem w stoczni. Część z nich nigdy nie była naprawdę używana — pierwszy właściciel odebrał je i niemal od razu wystawił na sprzedaż. To nie jest awaria rynku. To efekt fali, która narastała przez cztery lata, a teraz właśnie nas zalewa.
Skąd nagle tyle „prawie nowych" jachtów
W latach 2020–2022, kiedy świat siedział zamknięty w domach, a pieniądze szukały ujścia, zamówienia na nowe jachty biły rekordy. Problem w tym, że dużego jachtu nie buduje się w pół roku — od podpisania kontraktu do wodowania mija zwykle trzy, cztery, czasem pięć lat. I właśnie teraz, w 2026, te zamówienia z górki schodzą z pochylni niemal naraz. Globalna księga zamówień — czyli order book, lista wszystkich jachtów aktualnie budowanych na świecie — to dziś 1 093 jednostki, drugi rok z rzędu spadku liczby nowych kontraktów. Mówiąc prościej: stocznie kończą boom, ale fala gotowych łodzi dopiero teraz dociera do portu.
Co się dzieje dalej? Część tych świeżo odebranych jachtów trafia na rynek wtórny niemal w dniu dostawy. Powodów jest kilka. Komuś przez te cztery lata zmieniła się sytuacja — biznes, rodzina, plany. Ktoś zamówił jacht „na fali", a po odbiorze zorientował się, że woli mniejszy albo większy. A część to zwykłe odsprzedawanie miejsca w kolejce — ktoś miał slot w dobrej stoczni, doczekał się i sprzedaje gotową łódź, z zyskiem albo bez. Efekt dla Ciebie, kupującego, jest jeden: na rynku jest dziś więcej praktycznie nowych jachtów niż kiedykolwiek, a sprzedający konkurują o tego samego klienta.
Co naprawdę mówią liczby
Tu robi się konkretnie. W pierwszym kwartale 2026 sprzedano osiemdziesiąt jachtów powyżej trzydziestu metrów, o łącznej wartości około 971 milionów euro. Rynek żyje — ale zmienił charakter. Ponad 70% tych transakcji domknięto po co najmniej jednej obniżce ceny. Mediana czasu, jaki jacht spędza na sprzedaży, sięga dziś 392 dni — ponad rok. Ceny ofertowe są średnio jakieś 7% niżej niż w szczycie z 2023 roku, a w samym maju 2026 brokerzy zanotowali 39 obniżek na łączną kwotę blisko 34 milionów euro. Jedna z nich: 52-metrowe Rossinavi staniało o 4,6 miliona w jednym ruchu.
Przeczytaj te liczby jeszcze raz, bo razem opowiadają historię. Rok na rynku i obniżka w siedmiu transakcjach na dziesięć to nie panika — to przewaga po stronie kupującego. Ale jest druga strona tej samej monety: mediana ceny ofertowej w pierwszym kwartale wzrosła z 7,7 do 9,9 miliona euro. Dobre, świeże, mądrze wyposażone jednostki wciąż znajdują nabywcę szybko i drogo. Tanieje to, co przeciętne i źle wycenione. I tu dochodzimy do sedna.
Gdzie leży okazja, a gdzie pułapka
„Prawie nowy, a tańszy niż ze stoczni" brzmi jak wygrana na loterii. Czasem nią jest. Ale z mojego doświadczenia za niską ceną prawie nowej jednostki kryje się zwykle jeden z trzech powodów — i tylko jeden z nich jest dla Ciebie dobry. Pierwszy, ten dobry: właściciel po prostu musi sprzedać i nie ma czasu czekać rok. Drugi: jacht zamówiono w specyfikacji, której nikt nie chce — dziwny układ wnętrza, kolory, których nie da się odkochać, silniki nie pod ten region. Trzeci, najgorszy: coś jest nie tak technicznie albo z papierami, a niska cena ma to przykryć.
Najpłynniejszy segment to dziś jednostki 30–40 metrów — to ponad połowa wszystkich transakcji kwartału. Najbardziej konkurencyjny cenowo dla kupującego jest przedział 40–70 metrów. Ale segment to tylko mapa. Konkretna łódź to konkretna łódź — i tu zwykle wchodzę ja. Bo różnicy między „okazją" a „cudzym błędem, za który ktoś chce, żebyś zapłacił", nie widać w ogłoszeniu. Widać ją dopiero, kiedy wejdziesz na pokład, zejdziesz do maszynowni i sprawdzisz, dlaczego ta cena jest taka, a nie inna. To jest dokładnie ten moment na porządne due diligence. Sama wiedza, że rynek sprzyja kupującym, nie wystarczy — trzeba jeszcze umieć ocenić, czy ta konkretna obniżka to prezent, czy ostrzeżenie.
„Prawie nowy jacht poniżej ceny ze stoczni to nie zawsze okazja — czasem to cudzy błąd, za który ktoś chce, żebyś zapłacił. Różnicę widać dopiero z pokładu, nie z ogłoszenia."
— Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Zanim rzucisz się na „prawie nowy z dyskontem" — sprawdź to
- Dlaczego naprawdę jest na sprzedaż — i to nie z ogłoszenia, tylko od brokera sprzedającego, twarzą w twarz
- Specyfikacja: układ, silniki, wyposażenie — czy pasuje do regionu, w którym chcesz pływać, czy to czyjś nietrafiony wybór
- Ile realnie ma motogodzin i czy przeszedł pełny rozruch gwarancyjny w stoczni
- Stan gwarancji: czy przechodzi na Ciebie, co obejmuje, ile jeszcze trwa
- Czy cena jest niska, bo właściciel się spieszy — czy dlatego, że rynek już raz tę łódź odrzucił
Monako, wrzesień — gdzie to wszystko zobaczysz na żywo
Jeśli chcesz zobaczyć ten rynek w jednym miejscu, masz okazję raz w roku. Monaco Yacht Show 2026 odbędzie się od 23 do 26 września — ponad 560 wystawców, ponad 120 superjachtów na wodzie w Port Hercule, około czterdziestu światowych premier, średnia długość floty w okolicach pięćdziesięciu metrów. To nie jest zwykłe targowisko. To miejsce, w którym widać prawdę o rynku, jakiej nie ma w żadnym raporcie.
Powiem Ci, na co sam patrzę, chodząc po tych molach. Nie na to, co błyszczy — na to, ile jednostek z tego samego rocznika stoi obok siebie z tabliczką „for sale". Na to, którzy brokerzy nerwowo schodzą z ceny już pierwszego dnia. Na to, które stocznie mają pełne pokłady gości, a które puste. Ten język mola mówi więcej niż mediany i procenty. I jeśli wybierasz się w tym roku do Monako z myślą o zakupie, to jest dokładnie ten moment, by mieć obok kogoś, kto ten język zna — zanim zakochasz się w pierwszej białej burcie. Aktualne jednostki na sprzedaż i do czarteru zbieram na wyachts.shop.
Na koniec — to naprawdę rok kupującego, ale tylko dla przygotowanych
Złóżmy to w całość. Mamy falę prawie nowych jachtów, ponad rok mediany czasu sprzedaży, obniżki w większości transakcji i ceny niżej niż dwa lata temu. To wszystko realnie przesuwa siłę na Twoją stronę stołu — pierwszy raz od dawna. Pisałem o tym szerzej w tekście o tym, dlaczego 2026 to rok kupującego, i to się tylko pogłębia. A o tym, co potem kosztuje samo utrzymanie takiej jednostki, mam osobny tekst o kosztach posiadania (OPEX) — bo niska cena zakupu to dopiero początek rozmowy.
Ale „rynek kupującego" nie znaczy „każdy zakup jest dobry". Znaczy tyle, że masz więcej wyboru i więcej miejsca do negocjacji — pod warunkiem, że wiesz, którą łódź wybrać i ile jest naprawdę warta. Reszta to robota, którą robi się na pokładzie, nie w arkuszu. Masz mapę. Przewodnika nadal warto mieć.
Patrzysz na „prawie nowy" jacht i nie wiesz, czy to okazja?
Oceniam konkretne jednostki na rynku wtórnym — niezależnie, po stronie kupującego, bez związków ze stoczniami i bez konfliktu interesów. Zanim wpłacisz zaliczkę, porozmawiajmy.
Porozmawiajmy →